piątek, 20 maja 2016

Wolność finansowa, a podatki od różnych form wynagrodzenia za drogę do wolności.

        Ponownie po dość krótkiej w stosunku do poprzednich przerw pauzie postanowiłem zabrać się za kolejny post na swojej blogosferze. Ten wątek będzie częściową kontynuacją poprzedniego, a zarazem czymś uświadamiającym kto w praktyce płaci najwyższe podatki.

Sprawa wydaje się być oczywista, że najwięcej płacą te osoby (firmy) co zarabiają najwięcej i rzekłbym, że to tylko cząstkowa prawda - może płacą największe kwoty w stosunku do innych obciążeń i osiąganych zysków koszt podatkowy (zusy, podatki itp) jest praktycznie najniższy.
Dla uproszczenia zacznę od początku dzieląc rodzaje źródeł (tych głównych) uzyskiwania dochodu i wskazania bazy wyjściowej do procentowej stawki podatkowej:

1) tradycyjna umowa o pracę lub umowa zlecenie (czyli pełen zus),
2) umowa zlecenie (zdrowotna),
3) umowa o dzieło,
4) działalność gospodarcza (ryczałt, podatek liniowy, progres),
5) dochody kapitałowe,
6) wynajem i dzierżawa nieruchomości (ryczałt, zasady ogólne).

To w zasadzie moim zdaniem najważniejsze 6 grup pozyskiwania przychodów, a tym samym generowania dochodu, który podlega opodatkowaniu w różnej formie. Trzy pierwsze oraz 6 grupa na zasadach ogólnych daje możliwość zaliczenia drugiego progu podatkowego czyli zamiast 18% można płacić 32% podatku od dochodu. Działalność gospodarcza osoby fizycznej daje kilka kombinacji - ryczałt to podatek procentowy od wysokości przychodów - tu koszty nie grają roli, płacimy tyle ile musimy i nic nas nie interesuje, wydaje się to być fajne i proste rozwiązanie, a zarazem z punktu widzenia wynajmu nieruchomości ekonomiczne - stawka tylko 8,5% - co jest % dużo niższym niż w pozostałych wariantach, podatek liniowy to 19% od każdej złotówki dochodu, a progres to klasyczna stawki 18%/32%. Dochody kapitałowe dają czy też zabierają zawsze 19% od zysku jednakże można zarobić na lokatach bankowych, czy też funduszach i tutaj płaci się podatek ryczałtem ale w tym samym roku stracić na akcjach i niestety tej straty nie odliczymy od zarobku na pierwszych pozycjach - taki ciekawy paradoks.

Umowa o pracę i umowa zlecenie (słynna umowa śmieciowa):

Podstawa obliczenia podatku w złotych
Podatek wynosi
Ponad
do
85 528 
18% minus kwota zmniejszająca podatek 556 zł 02 gr 1)
85 528 
   14 839 zł 02 gr + 32% nadwyżki ponad 85 528 zł 

tabela wskazuje niby oczywistą oczywistość, jednak rzeczywistość jest trochę inna. Dobrze wiemy, że wszelkie obłożenia w postaci składek emerytalnych, rentowych, chorobowych, wypadkowych, zdrowotnych, funduszu pracy i funduszu gwarantowanych świadczeń pracowniczych to także podatki pośrednie tylko inaczej nazwane. 

Dla prostego przykładu - umowa o pracę na minimalną krajową czyli dziś 1850,00 zł daje kwotę do wypłaty (dla miejscowego pracownika z ulgą podatkową) 1355,69 zł, co odpowiada prawie 27% stawce podatkowej od wartości wyjściowej. Jednak to nie koniec niespodzianki w liczeniu rzeczywistego obciążenia podatkowego. Pracodawca przecież płaci dodatkowe składki, które już sprytnie nie są ujęte w podstawie brutto i nie każdy pracownik ma świadomość, że jest ich jeszcze trochę i w przypadku kwoty 1850 zł brutto wynoszą 381,29 zł, co razem odpowiada magicznej kwocie 2231,29 zł. Tyle moim zdaniem formalnie powinna brzmieć podstawa brutto, bo tyle kosztuje pracodawcę pracownik na najniższej krajowej w zakresie kosztu samego wynagrodzenia. Teraz ustalając rzeczywisty podatek dla osoby zatrudnionej na taką podstawę minimalną wychodzi tylko 39,25% podatku. Przy podatkowy dochodowym w wynagrodzeniu na poziomie 18%.

Praktycznie analogiczna sytuacja występuje przy klasycznie "ozusowanej" umowie zlecenie.

Umowa zlecenie objęta składką zdrowotną, a taką może otrzymać osoba zatrudniona na minimum krajowe czyli 1850 zł w innej firmie otrzymuje skalę podatkową na poziomie 15,6% (przy 18% stawce podatku dochodowego), a umowa o dzieło odpowiada 14,4% przy analogicznej stawce 18% podatku dochodowego.

        Oczywiście sumując dochody i osiągnięciu II stawki podatkowej otrzymujemy bonus podatkowy w postaci przeskoku stawki podatkowej na wyższą zatem dodatkowy wzrost w bezpośrednim przełożeniu to 14% podatku więcej. Różnica pomiędzy 32% a 18%. Jednym słowem im więcej pracujesz i więcej zarabiasz to za karę jesteś pozbawiany części dochodów celem obsługi struktur całego społeczeństwa. Jednak patrząc na wyżej przedstawione wyliczenia tak naprawdę najwięcej podatku płacą osoby z najniższym uposażeniem finansowym i na podstawowej umowie o pracę.

        A jak sytuacja wygląda w przypadku najmu lub dzierżawy nieruchomości. Prosta i przyjemna sprawa to 8,5% od przychodów - wychodzi na najniższą stawkę z wyżej wyliczonych. Okazuje się zatem, że zainwestowane pieniądze w nieruchomości są najtaniej opodatkowane przez państwo. Jednakże 8,5% także może być wartością za wysoką. Wybierając stawkę na zasadach ogólnych można legalnie nie płacić podatku dochodowego przez jakiś dłuższy czas lub odraczać go w nieskończoność poprzez ciągłe inwestowanie zysków. Jak wiadomo nieruchomość ma zwykle swoją cenę nabycia. Cena nabycia jest kosztem naszej "inwestycji". Nieruchomość możemy wprowadzić na stan środków trwałych, a taką możemy amortyzować, co będzie obniżało dochód. Standardowo nowe mieszkanie to stawka 1,5% (ponad 60 lat), jednakże jeżeli lokal jest starszy lub ponieśliśmy nakłady na modernizację w wysokości minimum 30% wartości nieruchomości to możemy skrócić okres amortyzacji do 10 lat, co odpowiada 10% wartości zainwestowanych pieniędzy. Oczywiście nie ma przymusu stosowania maksymalnej stawki ale możemy przecież zaplanować założenia, że jeżeli rentowność z wynajmu nieruchomości wychodzi na poziomie 5% to w takim przypadku amortyzujemy mieszkanie ze stawką 5% rocznie, co odpowiada 0,416% wartości mieszkania (i nakładów) miesięcznie. Jeżeli rentowność jest wyższa to mamy darmowy bufor bezpieczeństwa podatkowego do maksymalnej wysokości 10%. 

Minusem moim zdaniem jedynym, jeżeli nie ma się jasno sprecyzowanych planów w zakresie swoich inwestycji to w przypadku sprzedaży mieszkania trzeba będzie zapłacić podatek od różnicy wartości niezamortyzowanej w stosunku do ceny sprzedaży i to niezależnie czy minęło 5 lat czy też nie. W przypadku jednak gdy nasze plany są dość precyzyjne i systematyczne to przez minimum 10% mamy zaoszczędzony czysty pieniądz w wysokości 18% wartości poniesionej inwestycji (cena mieszkania i nakładów). 

Idąc dalej z takim założeniem to przy 5 właściwych nieruchomościach oszczędność podatkowa daje nam gratis (za darmo) jedno mieszkanie po 10 latach lub cały szereg innych kombinacji pośrednich finansowych w różny sposób.

Jednak najważniejsze jest to, że legalnie uzyskujemy stawkę podatku dochodowego wynoszącą 0%. Brzmi nieprawdopodobnie ale jest to fakt. Owszem wszystko wymaga zaangażowania ale nie ma nic za darmo.

Podsumowując wpis osobiście uważam, że nasze Państwo bardzo źle podchodzi do kosztów pracy. Sztuczne stwierdzenie, że pensja brutto to tyle, a nie tyle ile naprawdę wynosi pensja brutto jest nie fair w stosunku do pracodawców jak i w stosunku do samym pracowników. Dodatkowo stawka podatkowa na poziomie prawie 40% jest bardzo wysokim kosztem pieniądza, który musi wypracować pracownik dla pracodawcy aby ten mógł zapewnić mu wypłatę w wartości 60% danej kwoty. Wszelkie zmiany jakie obserwujemy od jakiegoś czasu w tym zakresie - "ozusowanie" wszystkich umów zlecenie do osiągnięcia minimalnej krajowej czy też ustanowienie minimalnej stawki godzinowej nie mają przełożenia na ochronę pensji pracujących tylko mają za zadanie zwiększenie tylko i wyłącznie wpływów do budżetu poprzez uniemożliwienie wypłacania legalnych wynagrodzeń z niższym kosztem. Używając drugi raz w tym wpisie paradoksem całej sytuacji będzie to, że zamiast większej wartości wpływów do budżetu nastąpi pewnie redukcja wysokości umów o pracę (pół etatu, ćwierć etatu) jak i samym umów zlecenie, a to przełoży się na obniżkę wpływów w połączeniu z uzależnieniem świadczeń socjalnych od wysokości dochodów da efekt podwójny. Prościej i uczciwiej byłoby obniżyć stawkę podatku (czyli całkowity koszt wypłaty zamiast obecnych prawie 40% zrobić 20% -  jestem przekonany, że taka zmiana momentalnie przełożyłaby się na wzrost wysokości oficjalnych pensji - ponieważ pracodawcy zwykle płacą podatek 18 lub 19% zatem dla 1-2% wszelkie kombinacje nie mają sensu - w przypadku obecnych 2231 zł przy takiej stawce do kieszeni trafiałoby prawie 1800 zł) zamiast 10 różnych obciążeń wprowadzić jedną wartość procentową, może być ona zmienna, ale nigdy nie powinno się karać za wyższe zarobki. To wyższe zarobki powinny być motywacją do lepszej i bardziej wydajnej pracy.

       Nieruchomości za wyjątkiem czasów wojny mają wiele plusów - zawsze jest zapotrzebowanie oczywiście czasami ceny są różne (raz wyższe raz niższe) ale zawsze dadzą kilka dodatkowych złotówek, a dodatkowo dają możliwość pozyskania tych złotówek uczciwie najtańszym kosztem podatkowym.

Pozdrawiam
Krzysztof Stosio


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz