wtorek, 3 września 2013

Przeczytana książka - "Lincoln o demokracji" - Mario M.Cuomo oraz Harold Holzer

       Jak wskazywałem bodajże na początku tego roku miałem przyjemność zobaczyć na wielkim ekranie film Spielberga "LINCOLN", gdzie w głównego bohatera wcielił się Daniel Day-Lewis. Film tak mnie zainteresował, że postanowiłem bliżej poznać historię tamtych czasów oraz wielkich zmian jakie zaszły w latach 1855-1865 w USA.
Książkę tradycyjnie upolowałem na Allegro.pl, kosztowała bodajże ponad 20 zł z kosztami wysyłki. Została wydana przez Niezależną Oficynę Wydawniczą w Warszawie 1990 roku. Z ciekawostek można wskazać, że słynne "Orędzie Gettysburskie" przełożył Czesław Miłosz.



Treść książki została sporządzona czy też wybrano to co miało się w niej ukazać na prośbę działaczy oświatowych polskiej Solidarności, co można przeczytać na pierwszych stronach.
Zasadniczym problemem jaki został ukazany był problem niewolnictwa w USA i związanym z tym wybuchem Wojny Secesyjnej. Mając w pamięci film, byłem niezmiernie ciekawy co mówi o tym słowo pisane (niezależnie od tej książki przeczytałem jeszcze jedną mniejszą lekturę o Lincolnie, a obecnie w chwilach wolnych wertuję jego biografię). Jak to zwykle bywa każda strona ma swoje racje, tak było i w tym przypadku, bez wątpienia nie były to powe biało-czarne barwy czyli stanowiska, ale południe było za niewolnictwem, a północ stanów przeciw.

Oglądając film, a następnie czytając książki związane z filem, człowiek w pełni uświadomił sobie, a w zasadzie w pełni do mnie dotarło, że tylko 150 lat temu niewolnictwo było czymś zupełnie normalnym i oczywistym, a dla części społeczeństwa tak powinno być także i później. Nie przytoczę stawianych za tymi twierdzeniami argumentów, bo nie są tego warte, każdy zainteresowany sam poszuka chociażby w googlu. 

Na podstawie zebranych przemówień, wystąpień i listów wpadło mi kilka bardziej w oko w tym odpowiedź udzielona delegacji z Ohio, która przybyła do Waszyngtonu. Odpowiedź z dnia 29 czerwca 1863 roku:

       "Pytacie w zasadzie, czy rzeczywiście twierdzę, że mogę - powołując się na ochronę bezpieczeństwa publicznego - zlekceważyć wszystkie gwarantowane prawa jednostek w sytuacji, gdy będzie mi się podobało powiedzieć, że bezpieczeństwo publicznego tego wymaga. Jeśli pominąć frazeologię obliczoną na przedstawienie mnie jako człowieka zabiegającego o arbitralne osobiste prerogatywy, kwestia ta sprowadza się po prostu do pytania, kto ma decydować, lub do stwierdzenia, że nikt nie powinien decyzodwać, czego wymaga bezpieczeństwo publiczne w przypadku rebelii lub inwazji. W Konsytucji przewiduje się, że może powstać kwestia podjęcia takiej decyzji, ale nie mówi się wyraźnie, kto ma ją podjąć. Nieuchronnie wynika z tego, że gdy dochodzi do rebelii lub inwazji, decyzja musi być od czasu do czasu podjęta. Sądzę, że człowiek, któego lub zgodnie z Konstytucją uczynił w określonym czasie Naczelnym Wodzem Armii i Marynarki Wojennej, jest tym, który ma moc podjęcia decyzji i jest za to odpowiedzialny. Jeśli użyje tej władzy w słysznych celach, ten sam lub odda mu sprawiedliwość, jeśli jej nadużyje, jego los jest w rękach ludu. Lud może zastosować wobec niego każdy z trybów postępowania, który zastrzegł sobie w Konsytucji."

Oraz Orędzie Gettysburskie z dnia 19 listopada 1863 roku:

     "Osiemdziesiąt lat temu nasi ojcowie powołali do życia na tym kontynencie nowy naród poczęty w Wolności i wyznający zasadę, że wszyscy ludzie są stworzeni równi.
        Prowadzimy teraz wielką wojnę domową, która wykaże, czy jakikolwiek naród tak poczęty i wyznający taką zasadę może długo przetrwać. Stoimy wielkim polu bitwy tej wojny. Przychodzimy zamierzając poświęcić część tego pola na miejsce ostatniego spoczynku ludzi, którzy dali życie, aby ten naród mógł żyć. Słuszną i właściwą jest rzeczą, że tak czynimy.
        Naprawdę jednak nie możemy poświęcić, ofiarowywać, konsekrować tego kawałka ziemi. Dzielni ludzie, żywi i umarli, którzy tutaj walczyli, konsekrowali go ponad naszą skromną możność dodania czegoś czy ujęcia. Świat niewiele zauważy z tego, co tutaj mówimy, i nie na długo to zapamięta, ale tego, na co zdobyli się oni, nie będzie mógł zapomnieć. Do nas to raczej, do żywych, należy poświęcić się nie dokończonemu dziełu, które oni, bijąc się tutaj, tak szlachetnie posunęli naprzyód. My to mamy podjąć wielkie zadanie stojące przed nami - abyśmy od tych czczonych przez nas umarlych przejęli większą jeszcze ofiarność dla sprawy, które oni złożyli dar najwyższy - abyśmy przyrzekli uroczyście, że ci umarli nie polegli na darmo - aby ten naród, pod okiem Boga, odrodził się w wolności - i aby rząd ludu, przez lud i dla ludu nie zniknął z powierzchni ziemi."

Czytając te wszystkie odnotowane treści zastanawia mnie to, jaki poziom reprezentuje nasza polityczna elita, owszem Abraham Lincoln bez wątpienia był wyjątkowym człowiekiem w tamtych czasach, jednakże mając świadomość, iż większość treści szykował sam, a zarazem potrafił te treści w sposób właściwy przekazać czy też, co najważniejsze wprowadzić je w życie i rozwiązać największy problem tamtych czasów.

Ponownie odniosę się do naszych realiów jako mieszkaniec mojego kraju zastanawiam się, kto nami rządzi. Wspominając film, a także poglądy drugiej strony czyli południa mam wrażenie, że część naszej "śmietanki politycznej" niczym się nie różni, a mając na względzie fakt, iż od tamtych czasów przeleciało już ponad 150 lat zdecydowanie cofnięto się w rozwoju i światopoglądzie. Owszem łatwo krytykować, jednakże nikt nikomu ine każe iść do władzy, z drugiej strony, ktoś wybiera "śmietankę polityczną" taką, a nie inną i tutaj koło się zamyka. Wierzę jednak, że Unia Europejska, czas oraz bardziej otwarta i wyzwolona światopoglądowo młodsza część naszego społeczeństwa zmieni tor naszego biegu na europejski i przyszłościowy.

Książka jak dla mnie warta przeczytania, tak jak i film zobaczenia. I pomyśleć, że życie jest takie krótkie, a ciekawych rzeczy jest tak wiele :)

Krzysztof Stosio

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz