niedziela, 8 września 2013

Przeczytana książka - "Filozofia przypadku" - Michał Heller

       Przypadek czy przeznaczenie, często można stawiać sobie to pytanie w życiu codziennym. Jak mawiają niektórzy, że wszystko mamy zapisane odgórnie. Mój pogląd na życie jest ukierunkowany zdecydowanie na stan taki, iż jest to przypadek będący następstwem różnych indywidualnych decyzji oraz zdarzeń na które nie mamy żadnego wpływu.
Cytując "Sformułujmy problem kontrastowo: czy światem rządzi Bóg, czy czysty przypadek" łatwo można pojąć z jaką treścią można się zapoznać w przedmiotowej książce. Książka została kupiona na Allegro.pl, gdzie z przesyłką kosztowała 3 zł taniej niż w księgarni. Wydawca to Copernicus Center Press Sp. z o.o.- Kraków 2012. Można rzec, że książka to nowość w stosunku do innych przytaczanych tytułów.

Problem przypadku mogę przedstawić na podstawie swojego problemu jaki zdarzył mi się 21 grudnia 2007 roku to jest kiedy inny kierowca wjechał w samochód którym kierowałem czołowo czym doprowadził mój organizm do pewnego trwałego uszczerbku na zdrowiu. Jednak nie w tym rzeczy abym narzekał jak mi źle, jednakże chciałbym przedstawić, element który wielokrotnie rozważałem po wypadku.

To jest stawiając sobie pytanie: Czy mogło być inaczej? Czy też nie miałem nic do powiedzenia i być tak musiało.

Dziś nie pamiętam już detalicznie minut i godzin, ale pamiętam, że przed samym zdarzeniem, a raczej zderzeniem chciałem powiedzieć albo powiedziałem Żonie patrz jak szybko jedzie. Przed nami jechał samochód dostawczy, przez moment przeszła mi myśl, że kierowca wogóle nie skręci i wleci prosto w las, jednakże skręcił na ostrym zakręcie, gdzie byłem niemal pewny, że wbije się czołowo w dostawczy samochód, jednakże ten tylko otarł się o niego i czołowo wbił się w nas - całość trwała 3 sekundy może 4 lub 5 ale więcej nie. 
Pewnie gdybym był mistrzem kierownicy coś bym wymyślił, ale nigdy w życiu nie byłem w takiej sytuacji i jedyne co instyktownie zrobiłem to zjechałem bardziej na pobocze dzięki czemu uderzenie było idealnie w przednią część ale od strony kierowcy, a nie centralnie.

To tak z opisówki. Przed zdarzeniem załatwialiśmy z Żoną kilka spraw, kilka z nich się przeciągneło, a jedna całkowicie wypadła, chcąć ominąć centrum miasta pojechaliśmy drogą "omijającą". Tym samym co najmniej kilka naszych decyzji sprawiło, że w danym momencie byliśmy w tym miejscu, a nie w innym i akurat w tym miejscu był sprawca wypadku 
Bezsporne jest to, że w każdym przypadku, kiedy podejmowaliśmy decyzję taką, a nie inną mieliśmy możliwość dokonania w pełni wolnego wyboru - bez przymusu. Jak małe było prawdopodobieństwo tego, że robiąc to co robiliśmy będziemy w miejscu x na trasie drogi sprawcy wypadku. Wystarczyła tylko jedna zmiana decyzji i do tego zdarzenia nie doszłoby. Owszem idąc dalej jakie decyzje podejmował sprawca wypadku, że znalazł się w tym miejscu, a co najważniejsze jedyna decyzja, która mogła zmienić wszystko, gdyby jechał w przepisowy sposób nie byłoby takiego problemu nawet w przypadku, gdyby do zderzenia doszło. 

Zastanawiając się nad tym doszedłem do wniosku, że skoro mam możność podejmowania decyzji takich, a nie innych, a w przypadku tego zdarzenia wspólnie z Żoną, gdzie sprawca także musiał podejmować decyzje, które sprowadziły go na taki stan rzeczy oraz czynniki obce ale mające bezpośredni wpływ na samo zdarzenie - decyzje kierowcy jadącego przed nami można uznać, że człowiek miał naprawdę potocznie mówiać "pecha". Jednakże było to nic innego jak możliwość wystąpienia takiego przypadku, który został zdefiniowany jako bardzo mało możliwe prawdopodobieństwo wystąpienia takiego zdarzenia.

Dokładając jeszcze czynniki obce jak pogoda, innych kierowców oraz całą bazę innych danych mamy dane w postaci danych statystycznych jakich używają ubezpieczyciele do wyceny swojej ceny za ubezpieczenie - bez wątpienia potrafią to robić, bo spółki ubezpieczeniowe zawsze generują zyski.

Istotą zainteresowania przypadkiem, co bardzo trafnie opisuje autor książki możliwość użycia danej wiedzy w "grach hazardowych". Słynny rzut kością z 6 możliwościami - kilka prób daje różny rozkład średniej, jednakże im więcej prób tym średnia wartość wyrzuconych oczek zbliża się do 3,5. 
Dlaczego tak się dzieje - kostka ma 6 możliwości, 1 - 2 - 3 - 4 - 5 - 6. Za każdym razem mamy możliwość uzyskania wartości od 1 do 6. Prawdopodobieństwo uzyskania danej wartości wynosi 1/6 lub inaczej 16,67%. Czyli rzucając 5 razy średnia bez wątpienia może być inna, jednakże powtarzając próbę 50 razy średnia będzie się zbliżać - bo możliwość wyrzucenia danej wartości jest taka sama, a przy 500 rzutach tymbardziej średnia będzie osiągać wartość zbliżoną do 3,5.

Przytoczę dla ciekawostki z treści ksiązki, gdzie autor zacytował, jak w II Księdze Fizyki Arystoteles przedstawia zagadnienie przypadku "przypadek czy przypadkowe zdarzenie nie może być uznanę za przyczynę żadnej z powyższych ewentualności, rzn. ani tego, co jest konieczne i zawsze się zdarza, ani tego, co najczęściej się zdarza."

Bardzo podoba mi się część cytatu Profesora Michała Hellera "Jednakże z punktu widzenia indywidualnego człowieka sprawy wyglądają zupełnie całkiem inaczej. Od początku do końca nasze życie jest uwikłane w "orgię przypadków". Często mówimy, że jedyną nieprzypadkową rzeczą jest to, że jeżeli urodziliśmy się, to musimy umrzeć. Ale już okoliczności naszych urodzin i śmierci są przypadkowe. Być może czyjś ojciec spóźnił się na pociąg i tylko dlatego spotkał swoją przyszłą żonę. A potem urodziła im się córka..." dalej można przeczytać w książce.

W pamięci zapadła mi także treść, którą zacytuję "Kwant promieniowana kosmicznego trafia w jedną z komórek zarodka, powodując mutację. Z perspektywy zarodka jest to niewątpliwie przypadek. Przed trafieniem kwantu w komórkę w układzie dynamicznym zarodka nie było żadnej informacji, że coś takiego się zdarzy. Ale przecież promieniowanie kosmiczne narodziło się gdzieś w głębinach Wszechświata na mocy praw fizyki i to one zadziałały w ten sposób, że kwant został wypromieniowany, by po jakimś czasie trafić w komórkę, która znalazła się na jego drodze..."
Czytając powyższe przypomniałem sobie treść książki Michio Kaku "Fizyka przyszłości - nauka do 2100 roku" Prószyński i S-ka z 2011 roku, gdzie w rozdziale o medycynie przyszłości była mowa, iż komórka aby zamieniła się w komórkę rakową musi zmutować kilkukrotnie, bo jedna mutacja nie wystarczy.

Powyższe dało wniosek końcowy, że pomijając geny, sposób życia, nałogi, środowisko to okazuje się jeszcze, że można mieć prawdziwy przypadek i zostać trafionym kwantem promienowana kosmicznego, przez co ewentualnie trafiona komórka w przypadku posiadanych mutacji może zamienić się w komórkę rakową. Michio Kaku wskazywał, że profilaktyka jeszcze długo będzie najważniejszym elementem walki z rakiem, za to jakość profilaktyki będzie znacząco się podnosić przez co umieralność z powodu raka będzie spadać - książka także warta polecenia - przytaczałem ją w odniesieniu do Państwa moich marzeń to jest Singapuru.

Moim zdaniem "Filozofia przypadku" jest książka wartą przeczytania - dla mnie omówiła wiele spraw w sposób obiektywny, przytoczyła zarys historyczny oraz rozwój rachunku prawdopodobieńswa. Warto było zainwestować 30 zł.

Krzysztof Stosio
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz