wtorek, 28 maja 2013

Tym razem o bieganiu - 5km w Sianowie i 10km w Koszalinie.

       Zmieniając trochę tematykę na typowo rekreacyjną chciałbym zachęcić wszystkich do poznania ciekawej formy spędzania wolnego czasu. Bieganie, bo o tym mowa jest bardzo aktywną formą spędzania wolnych chwil ze swoimi myślami lub też co często praktykuję z Żoną i Bubem.



Nie będę tutaj wracał do korzeni i opisywał, co i jak, bo blogów o bieganiu jest cały worek. Skupię się raczej na swoich wrażeniach z samego biegu i najwazniejszych informacjach związanych z biegiem..

XVI Bieg Uliczny im. Ryszarda Targaszewskiego w Sianowie - 25.05.2013 rok - dystans 5km

W zeszłym roku przebiegłem 15km na tej imprezie, ale w tym roku pojawiła się możliwość zaliczenia 5km, a z racji, że dawno nie biegałem 5km "oficjalnych" to postawiłem na 5km chcąc jako tako sprawdzić się, co w nogach piszczy. Plan był taki aby każdy km był szybszy od poprzedniego i fajnie byłoby złamać 21 minut.
Trasa nie należała do łatwych, bo było trochę podbiegów, co prawda były i zbiegi, ale te nigdy nie równoważą wysiłku wydatkowanego na podbiegu.

Biegło się całkiem nieźle, pierwsze dwa km tradycyjnie powiedziałbym komfortowo, a po nawrotce na około 3 km odezwało się dyskomfrtowe samopoczucie. Nasiliło się ono po przekroczeniu 4km. Lewa półkula mózgowa lenia dawała o sobie znak. Jednak umiejętnie trzymałem dystans do biegacza przed sobą jak i przed biegaczami biegnącymi za mną dobiegłem do skrzyżowania, gdzie myślałem, że trzeba biec w lewo, tu nastąpiła mała zmyłka i trasa poszła w drugą stronę. Tym samym diabli wzięli moją motywację na finisz, bo nie wiedziałem gdzie jest meta :D kiedy ją odkryłem to zostało może z 30 lub 40 metrów i prawie nie zdąrzyłem się rozpędzić :)

Czas na mecie to 20`51 netto. W sumie to 3 wynik w historii - patrząc na skalę treningów to wynik jest lepiej niż rewelacyjny.

Więcej informacji można odszukać tutaj:

XI Międzynarodowy Bieg Wenedów w Koszalinie - 26.05.2013 rok - dystans 10km

Analogicznie, w zeszłym rok warunki pogodowe masakryczne - żar z nieba i ponad 30 stopni na patelni, ale no właśnie dokonałem cudu i zrobiłem wtedy życiówkę z czasem 43 minuty. Byłem 40, co także było nie lada wyczynem, widziałem bardzo dużo osób, którym pogoda dała bardzo w kość. 

W tym roku podniecony dobrym wynikiem w dniu poprzedzającym w Sianowie nabrałem ochoty na walkę o życiówkę (oczywiście tak nieśmiało). Wiedziałem jaka jest trasa, gdzie górki i z górki, gdzie wieje, czyli byłem jak u siebie w domu. Uczestników ponad 350 więc w pierwszej fazie dość ciasno ale jak zawsze po około 1-2 km, rzeźnicy pierwszego km i mniej doświadczeni biegacze wymiękają ;) i robi się luźniej.
Podczas biegu pierwsza pętla 2,5km super, minimalnie szybciej niż zakładałem ale super. Druga pętla zamknięta czasem około 21`40 co odpowiadało założeniom możliwości łamania 43 minut. Jednak na 6km odezwał się dyskomfort psychiczny - idealnie to odzwierciedlają zdjęcia z trasy ze specyficznym grymasem mojej szczęki :) Trzecia pętla jeszcze w założeniach, chociaż można było pobiec o 2-3 sekundy szybciej każdy km. 
Najgorszy odcinek to 8 i 9 km w sumie prawie tradycyjnie, chociaż zwykle kryzys łapał mnie na 6-7km. Tym razem brakowało mi jakiejś bratniej duszy, która biegłaby podobnym tempem, co ja. Plusem całej sytuacji był kolega Marek T. który widniał mi przed oczami jakieś 50-70m. I tak mniej więcej od końca 5km miałem Marka na oku i starałem się trzymać dystans knując okrutną taktykę aby swoim finiszem wyprzedzić Marka na ostatnich 200-300 metrach. 
Kiedy wiedziałem, że nie zrobię już życiówki, bo zabrakie około 40 sekund skupiłem się na planie B. I na około 400 metrów powoli przyspieszyłem motywowany kibicami w tym Krzysztofem K. końcowy odcinek był pod górkę, ale ostatnie 200-250 metrów to praktycznie płaska trasa, no to zrobiłem to co zwykle robię na koniec zaatakowałem gnając przed siebie. Wyprzedziłem na tym odcinku chyba 8 osób, w tym Marka i odstawiając go jeszcze na 10 sekund :) było super. Garmin wykazał prędkość 29`9 km/h co odpowiada 2`02 minuty na 1km. Minimalnie wolniej niż na biegu górskim.

Bieg zakończyłem z czasem 43:37 netto. Wynik o ile się nie mylę to także 3 albo 4 na tym dystansie, mając w nogach szybszy bieg dnia poprzedzającego i małą ilość treningów to wynik także rewelacja ;)

Więcej informacji można odszukać tutaj:


Niezależnie od powyższego zapraszam do apartamentu w Kołobrzegu - http://www.wkolobrzegu.com.pl

Krzysztof Stosio

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz