niedziela, 7 kwietnia 2013

Zderzenie ze zwierzakiem na drodze publicznej.

       Przypadek ten dotyczy mojej Cioteczki z życia wzięty. Ciocia w zeszłym roku prowadząc samochód na drodze powiatowej zderzyła się nieszczęśliwie z dzikiem, który wybiegł na drogę z przydrożnego lasu. Ciocia w wyniku tego zderzenia zakończyła jazdę na zderzeniu czołowym z drzewem, pęknietym mostkiem i ogólnym obiciem (kilka dni w szpitalu), dzik sprawca zdarzenia zginął - to też jest przykra sprawa, bo nie tak powinno kończyć się dzicze życie.


Jednakże o dziku pisać nie będę (wspomnę tylko, że czekał kilka dni, aż go ktoś zabierze - to taka nasza krajowa wizytówka, że żadne władze i służby nie wiedzą, co kto ma zrobić) to jednak  o sprawie chciałbym.napisać.

Fakty bezsporne - Ciocia jechała przepisowo, to jest poniżej 90km/h, była trzeźwa - powyższy stan i fakt potwierdziła Policja i sporządziła z tego tytułu właściwą notatkę, dodatkowo Policja nie ukarała mandatem w związku z tym fakt  jazdy przepisowej jest bezsporny. Zatem wniosek pierwszy i logiczny - kierowca pojazdu nie przyczynił się do efektu końcowego to jest zderzenia czołowego z drzewem.

Sprawcą wypadku był zatem dzik - dzik jednak nie odpowiada za zdarzeniem, bo jest, a raczej był zwierzęciem dziko żyjącym. Powstało pytanie zasadnicze kto i dlaczego ma odpowiadać za szkodę na mieniu oraz zadośćuczynienie za "szkodę" na zdrowiu. Logiczne wydawało się, że zarządca drogi skoro jej nie zabezpieczył należycie.
Trudno jednak oczekiwać, aby zwykłe drogi były ogrodzone siatką, zatem zarządca drogi mógł zrobić coś innego, co sprawiłoby, że kierowca każdego samochodu przejeżdzającego dany odcinek drogi musiałby zachować szczególną ostrożność, co jest jednoznaczne, że musiałby jechać z niższą maksymalną prędkością kierowanego pojazdu. Zarządca musiał (miał obowiązek) ustawić znak drogowy informujący o zwierzętach bodajże 17A lub 18A.

Jesteśmy obecnie w posiadaniu wiedzy na piśmie, że zdarzeń, czy też zderzeń ze zwierzętami na tym krótkim odcinku drogi było wiele w ostatnim okresie, zatem bezsporne jest to, że zarządca musiał ustawić taki znak jednakże tego nie uczynił.

Art 417 KC jasno precyzuje, kto odpowiada za taką szkodę. Dla mnie jest to logiczne i oczywiste, że gdyby był znak każdy kierowca z tych wielu przypadków jechałby wolniej lub dużo wolniej i najprawdopodobniej nie zderzyłby się ze zwierzyną. W przypadku Cioci prędkość odpowiednio mniejsza (przy konieczności zachowania szczególnej ostrożności) praktycznie wyeliminowałaby zderzenie z drzewem, nawet przy założeniu, że zderzenia z dzikiem nie udałoby się uniknąć.

Pod koniec marca zostało wysłane wezwanie do właściwego zarządcy. Teraz czekamy 30 dni na odpowiedź. Znając życie ta odpowiedź będzie oczywista, że nie. Wtedy zlecimy biegłemu wycenę zniszczeń w samochodzie i wezwiemy do dobrowolnego spełnienia świadczenia, a jeżeli spełnienie świadczenia nie nastąpi to skierujemy sprawę do Sądu.

Krzysztof Stosio

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz