niedziela, 30 grudnia 2012

Umorzona egzekucja to nie klęska - wnioski po przeczytanym artykule.

Wpadła mi do poczytania Rzeczpospolita z dnia 28 grudnia 2012 roku z różnymi dodatkami w tym Prawo Gospodarcze. Jak nie mam nic innego do czytania, to czytam to co mam :)
Czytając wpadł mi w oko artykuł(wywiad) o temacie "Umorzona egzekucja to nie klęska" gdzie informacji(odpowiedzi) udzielał wiceprezes spółki zajmującej się windykacją.

Artykuł posiada wg mnie nielogiczne informacje. Najlepszym sposobem odzyskania długu jest bez wątpienia komornik. Komornik jak każdy inny specjalista może być lepszy lub gorszy. Jednakże komornik działa w ramach praw, których bez wątpienia ma więcej niż windykator.

10 lat jako okres przedawnienia to tylko pozory, bo każda czynność wykonana przez komornika przerywa bieg na kolejne 10 lat od tej czynności tym samym można czekać do emerytury dłużnika lub przyjęcia spadku przez spadkobierców. Teoretycznie można to robić w nieskończoność do czasu odrzucenia spadku lub braku spadkobierców.

Powstaje pytanie jakich narzędzi można użyć aby zmusić dłużnika, który nie zapłacił komornikowi aby zapłacił windykatorowi? Mając na przykładzie działania Intrum Justica, które wysyłało smsy i dzwoniło w sprawie nieistniejącego długu wobec Pure (powstaje pytanie czy ktokolwiek weryfikuje przejmowane wierzytelności), to szybko sprawa skończyłaby się jako stalking, bo w przypadku gdybym był nawet dłużnikiem nikt nie ma prawa mnie nękać, a tym bez wątpienia jest napastliwa ilość smsów i telefonów. Innego rodzaju korespondencja - listy, pisma itp?

Idąc dalej w artykule dowiadujemy się o tym, że możemy zrobić wspaniały biznes na wartości nominalnej długu, bo ona wzrośnie to jest oprócz zasądzonych kosztów sądowych, zastępstwa sądowego, zastępstwa w egzekucji komorniczej i inne koszty "ustawowe" i dzięki temu naliczone odsetki podwoją wartość długu w ciągu 4 lat.
Tutaj zadaję sobie pytanie, czym kierował się autor tekstu - jeżeli wierzyciel doprowadził do ostatniego elementu będącego tytułem artykułu to poniósł tylko koszty sądowe i koszty komornicze, za które oczywiście zapłacił. Jeżeli zaś zlecił uzyskanie w/w efektu końcowego profesjonaliście to za wszystkie usługi także zapłacił w kwocie nie niższej niż w/w wartościach.
Dodatkowo jak dług miałby podwoić swoją wartość po 4 latach w wyniku odsetek ustawowych skoro są one w wysokości 13%? Jakby nie liczył wychodzi więcej niż połowa po 4 latach, ale to tylko od części podstawowej długu bez wszystkich kosztów dodatkowych, bo te są zasądzane i egzekwowane bez odsetek.
Analogicznie rozumując można wywnioskować, że nawet na części wierzytelności traci się wartość w związku z inflacją, a ta w Polsce występuje zawsze.

Podsumowując nie jest to wspaniały biznes jak przedstawił to w jednym akapicie autor artykułu, bo każdy wierzyciel wolałby otrzymać całą kwotę od ręki niż ponosić cały worek dodatkowych kosztów, jednakże każdy wierzyciel ma pełne prawo zabezpieczyć swoją wierzytelność.
Z drugiej strony powstaje pytanie po co ponosić tyle kosztów aby potem odsprzedając odzyskać 50% wartości lub w skrajnych przypadkach 10 czy nawet 5%.

Zgodzę się natomiast w pełni z tym, że wiele podmiotów zbywa nieściągalne wierzytelności w celu poprawy wizerunku papierowego, jednakże wizerunek papierowy nie odzyska pieniędzy, które odeszły wraz ze sprzedaną wierzytelnością.

Oceniając cały artykuł(wywiad) to wzbudził on na tyle moją aktywność umysłową, że nie mogłem się oprzeć aby napisać o tym kilka zdań. Ja stoję na stanowisku, że najlepszym opiekunem wierzytelności jest jej właściciel. Prawdą w moim rozumowaniu jest fakt, że ta czynność jak każda inna wymaga zaangażowania lub po prostu zainteresowania. Podkreślę tu swoje stanowisko, że w życiu nie ma nic za darmo.
Cały szereg przytoczonych informacji jest bardzo nieprecyzyjnych i nie oddaje rzeczywistego stanu, który łatwo można zweryfikować.

Ja nie polecam i nigdy nie będę polecał firm windykacyjnych jako pośrednika w egzekucji. Co do sprzedaży, to rozumując czy 10 lub 20% odzyskanej kwoty mnie zadowoli? Każdy ma inny rachunek ekonomiczny i inny pogląd na sprawy, ja wolę czekać na właściwy moment.

Pozdrawiam

Krzysztof Stosio

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz