środa, 18 lipca 2012

Wypadek lub kolizja a najem samochodu zastępczego na koszt ubezpieczyciela sprawcy.

       Myślę, że to też jest dobry temat, a który przerabiałem także na sobie osobiście i to niestety dwukrotnie. Miałem wątpliwą przyjemność kiedy w pierwszym przypadku autobus miejskich linii urwał mi lusterko po stronie kierowcy, a drugim razem przepuszczając pieszych inny kierowca zatrzymał się na moim tyle i haku.
W każdym z wyżej wymienionych przypadków samochód został "uziemiony" na jakiś czas, w pierwszym przypadku był niezdatny do jazdy, bo nie miał lusterka tym samym okres bez samochodu znacznie się wydłużył, a w drugim przypadku na okres naprawy, w pierwszym także był okres naprawy.

W obydwóch przypadkach ubezpieczycielem sprawcy była firma Uniqa. Dla mnie logiczne było to, że pracując samochodem, to jest używając go nie tylko do codziennego życia, ale dojeżdzając do klientów w wyniku wykonywania swojej umowy o pracę, umów zlecenie, czy też oddawania w najem nieruchomości (www.wkolobrzegu.com.pl) samochód jest mi potrzebny jak tlen do życia.
Oczywiście poinformowałem ubezpieczyciela na piśmie, że samochód jest mi niezbędny, po tym jak przy zgłoszeniu szkody ubezpieczyciel poinformował mnie, że ponieważ nie prowadzę działalności gospodarczej to mi samochód nie przysługuje. Było to dla mnie jedno z dziwniejszych uzasadnień ale takie to życie.
Nie przejmowałem się zbytnio i samochód wynająłem, a w międzyczasie zbierałem rachunki za taksówki. 

Następnie ponieważ były to początki mojego wesołego dorosłego życia udałem się do radcy prawnego, ustaliliśmy cenę za obsługę prawną i maszyna ruszyła. Nadmienić należy, że samochód stał 6 dni na parkingu, bo rzeczoznawca nie miał czasu przyjść i dokonać wyceny, czyli formalnie nie mogłem nic zrobić (a miałem wg ubezpieczyciela funkcjonować bez samochodu), ponieważ wiedziałem jaka jest szkoda to zamówiłem części w autoryzowanym punkcie - części oczywiście oryginalne i nowe, w tym przypadku samochód miał ledwo pół roku. Części czekały, a rzeczoznawcy nie było nadal.

Radca prawny wykonał swoje czynności, ubezpieczyciel poprzysyłał niezwiązane ze sprawą papiery, to jest pomimo jednoznacznego wskazania, iż samochód jest moim prywatnym samochodem, kazał mi przedstawić listę środków trwałych oraz datę jego umieszczenia na tej liście w mojej firmie oraz zaproponował zamienniki o wartości około 150,00 zł. 
Sprawa trafiła do Sądu, było szybko i sprawnie. Sąd uznał roszczenie za zasadne, to jest naprawa, taksówki i koszt samochodu zastępczego. Sąd wydał nakaz zapłaty, w międzyczasie ubezpieczyciel zapłacił około 750,00 zł. Nie płacąc za pozostałe kwestie oraz nie płacąc za kierunkowskaz w lusterku, chociaż podczas oględzin w protokole zostało jednoznacznie i precyzyjnie wskazane, że ma być wymienione lewe lusterko - komplet. Ubezpieczyciel złożył sprzeciw od nakazu i sprawa trafiła na zwykły bieg. 
W Sądzie na rozprawie było także szybko i sprawnie, dla mnie było to logiczne, że samochód był mi niezbędny, oraz że okres jego wypożyczenia, a tym samym wysokość kosztu była uzależniona tylko i wyłącznie od działań ubezpieczyciela i jego rzeczoznawcy.
Sąd zasądził wszystko o co wnosiłem pomijając koszty wezwania wysłane do ubezpieczyciela, co do dziś jest dla mnie swego rodzaju hydrozagadką, bo wg Sądu na mnie spoczywa obowiązek wysłania takiego wezwania jeżeli chciałbym dochodzić zwrotu jakiejś szkody. Niby to logiczne, ale przecież gdyby nie szkoda, to nie musiałbym wysyłać wezwania i ponosić kosztów w wyniku wysłania tego wezwania, ale kwotę około 7 zł byłem w stanie przeboleć w stosunku do prawie 2500 zł, które zostały zasądzone w całości, dodając koszty sądowe oraz zastępstwa procesowego, było ok.

W/w opisywane zdarzenie miało miejsce w 2008 roku.

W 2011 roku miał miejsce drugi przypadek. Tym razem było sprawniej i szybciej. Szkoda została rozliczona praktycznie bezgotówkowo, to jest to co otrzymałem na konto przekazałem do autoryzowanego serwisu, a pozostałą część serwis otrzymał od ubezpieczyciela. Także zawiadomiłem o konieczności wynajęcia samochodu. Uzasadniłem to analogicznie do 2008 roku, dodając że zakres obowiązków rozrósł się jeszcze bardziej i tymbardziej jest mi samochód niezbędny. Powołałem się także na swój prawomocny wyrok wobec tego samego ubezpieczyciela.
Otrzymałem zwrot większości kosztów o które wnosiłem (około 80%) w tym cały koszt samochodu zastępczego, a o pozostałą część będę składał pozew w sierpniu, bo odsetki biegną od czerwca 2011 roku, a mam czas 3 lata po tym czasie roszczenia się przedawnią. Roszczenia na mieniu. Jest kilka kwestii do których ubezpieczyciel się nie ustosunkował, a w innych wypłacił mniej. Myślę, że będzie to cenne doświadczenie dla mnie, ale także dla ubezpieczyciela jak i dla Sądu, bo taka drobiazgowość to moim zdaniem rzadkość na rynku. Ale jak już mam iść do Sądu to idę z każdym groszem.

I najważniejsza sprawa w związku w/w problemem to jest SN najwyższy wydał uchwałę 17 listopada 2011 roku (III CZP 05/11):  Odpowiedzialność ubezpieczyciela z tytułu umowy obowiązkowego ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej posiadaczy pojazdów mechanicznych za uszkodzenie albo zniszczenie pojazdu mechanicznego niesłużącego do prowadzenia działalności gospodarczej obejmuje celowe i ekonomicznie uzasadnione wydatki na najem pojazdu zastępczego; nie jest ona uzależniona od niemożności korzystania przez poszkodowanego z komunikacji zbiorowej."

Więcej informacji można poszukać na stronie Rzecznika Ubezpieczonych rzu.gov.pl 

Krzysztof Stosio

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz