sobota, 30 czerwca 2012

Pogryzienie przez psa - odszkodowanie i zadośćuczynienie

        Obiecałem omówić swoją sytuację jaką przeszedłem podczas pogryzienia mojego pierwszego labradora Borysa oraz okaleczenia mojej lewej ręki przez gryzącego psa. Zdarzenie miało miejsce 7 stycznia 2008 roku, sprawa toczyła się jakiś czas przed Sądami I i II instancji, a zakończyła skuteczną egzekucją komorniczą, co do większości kwoty.
Podczas wieczornego spaceru w parku miejskim, tam gdzie z Żoną i psiakiem chodziliśmy praktycznie codziennie o tej samej porze zaatakował naszego psiaka jakiś mieszanieć amstafa, czy też amstaf bez papierów - wtedy nie jest to rasa agresywne wg prawa w naszym kraju.

Atak był szybki, agresor okazał agresję warcząc i wystawiając zęby, nasz labrador jak to labrador nie zrobił nic, Agresor rzucił się na głowę naszego psiaka przy okazji przecierając moją dłoń, którą starałem się zasłonić Borysa.
Pies był luzem, nie posiadał nawet obroży. Jego opiekun (co wyszło) później bał się nawet podejść do psa którego miał pod opieką. Robiłem wszystko by wydostać swojego psa ze szczęk gryzącego, ale dopiero pomoc przypadkowo przejeżdzającego samochodem człowieka, który to trzymał naszego psa za szelki, jak opiekun trzymał swojego za ogon (!) i kilka mocnych kopniaków sprawiło, że pies puścił.
Borys miał rany gryzione głowy, ja zahaczoną w kilku miejscach dłoń, rozerwaną kurtkę, ubłocone spodnie i buty.

To tak opisowo wyglądało samo zdarzenie, a po tym zdarzeniu kupiliśmy gaz dostępny w sklepach myśliwskich i rozważaliśmy zakup paralizatorów ogólnodostępnych także w sklepach myśliwskich.

Wezwaliśmy Policję i Straż Miejska, została sporządzona notatka ze zdarzenia, po czym szybko do samochodu i do weterynarza. Na szczęście Borys po zastrzykach i kilku wizytach u weterynarza wydobrzał, zmieniło się za to jego podejście do innych dużych psów, zrobił się zdecydowanie nerwowy i spacery nie były już taką rajską sielanką.
Ja po zostawieniu Żony z psem u weterynarza pojechałem na pogotowie na opatrzenie dłoni. Dostałem zastrzyk przeciwtężcowy, rany mi oczyszczono i założono opatrunek.

Wszystkie w/w zdarzenia i widoki zostały uwiecznione na zdjęciach (rany moje i Borysa, opatrunki, rozerwana kurtka, brudne od błota i krwi spodnie, brudne buty). Było to zrobione na wszelki wypadek.

Po kilku dniach udaliśmy się do Straży Miejskiej, gdzie spotkaliśmy się z wicekomendantem w celu uzyskania danych sprawcy (opiekuna) oraz właściciela psa. Otrzymaliśmy odpowiedź, że nie uzyskamy takich danych, bo jest ochrona danych osobowych.

Nie mając doświadczenia w takich sytuacjach przemyśleliśmy sprawę i spotkaliśmy się z radcą prawnym, aby omówić problemy i przekazać mu pełnomocnictwo do reprezentacji naszych interesów w sporze.
Ustaliliśmy czego będziemy oczekiwać, to jest sprecyzowaliśmy roszczenia oraz ich kwoty i od kogo będziemy ich dochodzić.

Roszczenia podzieliliśmy na dwie grupy, to jest odszkodowanie za szkody oraz poniesione koszty na które składały się:
- koszty leczenia psa,
- koszty dojazdów samochodem prywatnym w związku ze zdarzeniem,
- koszty pralni,
- koszty zakupu nowej kurtki (90% wartości - rozerwania nie można było naprawić w niewidoczny sposób, a kurtka była kupiona przed zdarzeniem)
- koszty zakupu nowych spodni (80% wartości - plamy po krwi odbarwiły się, a spodnie były kupione przed zdarzeniem),
- koszty zdjęć dokumentujące w/w szkody,

Na zadośćuczynienie składały się:
- nasz stres za zmienione zachowanie psa,
- mój stres w wyniku pogryzienia mojej ręki i braku aktualnego zaświadczenia o szczepieniu na wściekliznę psa,
- Żony stres o moje zdrowie.

To tak w skrócie. Radca prawny wystąpił o dane opiekuna i właściciela. W myśl naszego prawa odpowiada za szkody zwierzęcia solidarnie ten kto sprawuje nad nim piecze i ten kto jest jego właścicielem, chyba że właściciel przekazał zwierzę pod profesjonalną opiekę profesjonalisty. Wtedy może wyłączyć swoją odpowiedzialność, a w tym przypadku tak nie było.

Nasze prawo (kodeks cywilny) uznaje zwierzęta jako przedmioty (dla mnie jest to absurd) i tym samym nie mam prawa dochodzić zadośćuczynienia za ból i stresy zwierzęcia. Treść analogicznie do odpowiedzi od pierwszego wątku o pogryzieniu.

Sprawcy zdarzenia pomimo posiadania mojego telefonu nie wykazali się najmniejszym zainteresowaniem oraz nie padło z ich ust słowo przepraszam,  a co lepsze właściciel psa nadal puszczał go luzem w tym samym miejscu bez kagańca. Dopiero kolejny mandat od Strażników zmienił tą sytuację. Tym samym logiczne było, że radca prawny musi wystąpić z wezwaniem do zapłaty do w/w osób.
Wezwania zostały wysłane listami piorytetowymi ze zwrotką, zostały odebrane i jak było do przewidzenia z ignorowane. Takie działanie sprawców problemów sprawiło, że wystąpienie na drogę postępowania cywilnego było logicznym następstwem zdarzeń poprzedzających.

16 maja 2008 roku został złożony pozew do Sądu Rejonowego w Koszalinie. Została nadana sygnatura akt IC 473/08. Sprawa toczyła się bez udziału strony pozwanej i 3 kwietnia 2009 roku został wydany wyrok zaoczny obciążający solidarnie w całości stronę pozwaną -opiekuna, a także wyrok wobec właściciela, tym o co wnosiliśmy., na rozprawy stawiał się właściciel psa, opiekun nie był zainteresowany.
Wyrok wobec właściciela uprawomocnił się, a opiekun złożył sprzeciw podnosząc, że to moja wina, że nasz pies prowadzony przez nas na smyczy został zaatakowany i pogryziony przez psa biegającego luzem i bez kagańca będącego pod opieką opiekuna. 

11 września 2009 roku Sąd wydaje wyrok wobec opiekuna uchyla wyrok zaoczny oraz oddala w całości powództwo wobec pozwanego i nie obciąża pozwanego kosztami procesu.
Specjalnie podkreśliłem w/w stwierdzenie, bo dla mnie było to nielogiczne, jedynym uzasadnieniem (uzasadnienie otrzymaliśmy na piśmie, bo o nie wystąpiliśmy) na powyższe wg Sądu było to, że jest różny status majątkowy pomiędzy powodami, a pozwanym. Nie może być zgody Sądu na to, że wyraziliśmy chęć przekazania części odzyskanej kwoty na zapłatę za leczenie u weterynarzy zwierząt pozostających pod opieką Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w Koszalinie, a pozwany nie będzie miał tych pieniędzy dla siebie.Teraz mój wniosek - logiczne jest to, że jak ktoś ma więcej to można mu to niszczyć, zabierać itp i nie ponosić z tego tytułu najmniejszej odpowiedzialności za swoje działanie, bo ma się mniej pieniędzy i jest ok. Absurd jako podsumowanie całej tej sytuacji. 

Wystąpiliśmy z apelacją do Sądu Okręgowego w dniu 21 października 2009 roku, syngatura VII Ca 755/09. Sąd Okręgowy nie miał wątpliwości, że pozwany musi ponieść odpowiedzialność finansową za swoje czyny. Jednak Sąd wyszedł z propozycją czy strony mogłyby zawrzeć ugodę. Pomimo, iż pozwany do końca uważał, że to nasza wina zgodziliśmy się po naradzie i obniżyliśmy kwotę sporu o jej część.

Ugoda uprawomocniła się i sprawa się skończyła, pies agresor już potem nigdy nie biegał luzem, ogólnie w okolicy zmalała ilość psów biegających luzem w wariancie maści agresywnych. Było warto dociągnąć sprawę do końca. 

W razie czego zainteresowanym mogę podpowiedzieć, co i jak w działaniu. Wyżej opisana sytuacja jest krótkim streszczeniem. Spraw w Sądzie nie było dużo.

Podstawy prawne do dochodzenia roszczeń to: art. 361, art. 431  § 1 kc, art. 441 § kc, art. 445 § 1 kc w związku z art. 444 § 1 kc,

Krzysztof Stosio

Zapraszam na noclegi w Kołobrzeg - www.wkolobrzegu.com.pl

9 komentarzy:

  1. Witam mój pies został zaatakowany na moim podwurku i musiałjechać do zszycia czy coś mogę zrobić? bo właściciel pas sie jezcze z tego śmiałi gwizdałpod nosem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam, zasadniczym pytaniem jest to czy ma Pan/Pani dowody na to, że to ta osoba jest właścicielem tego psa, który pogryzł.Jeżeli była straż miejska/gminna lub policja i zrobiła notatkę to istota problemu jest z głowy. Po otrzymaniu tych informacji mogę napisać coś więcej.

      Usuń
  2. Witam,
    Na początku tego roku miałem podobną przygodę, biegający luzem pies mnie pogryzł,
    miałem ranę szarpaną, założono mi ok. 7 szwów i złamaną płytkę paznokciową kciuka, rękę miałem bardzo spuchniętą, na leczenie wydałem ok. 300,- poza tym mam zniszczoną rękawiczkę wartości ok. 100,-.
    Osoba która odśnieżała posesję pozostawiła otwartą furtkę i pies wybiegł z posesji, właścicielka psa została ustalona, ale to nie ona przyczyniła się do tego, że pies uciekł.
    Na miejscu była SM i Policja, aktualnie sprawę prowadzi prokuratura, która ma skierować akt oskarżenia z art. 157 kk, ponieważ obrażenia ciała trwały dłużej niż 7 dni.
    Proszę o podpowiedź, jak mam zgłosić roszczenia o zwrot kosztów leczenia jak też za ból i cierpienie.
    Aktualnie mam bliznę ok. 3 cm długości i zniekształconą płytkę paznokciową kciuka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam, właściciel nawet jeżeli nie był bezpośrednim sprawcą ucieczki psa to i tak odpowiada solidarnie z osobą, która w sposób bezpośredni doprowadziła do zdarzenia, chyba, że zrobił to człowiek, który profesjonalnie zajmuje się "opieką" nad psami. Czyli na podstawie powyższego ma Pan prawo wezwać solidarnie do zapłaty obydwie osoby wskazując datę zdarzenia i odpowiedzialność, a następnie przedstawiając swoje roszczenie.
      Jeżeli na leczenie wydał Pan około 300 zł to musi Pan mieć na to rachunki lub faktury, bo te będą dowodem wydatkowania takich pieniędzy. Wszelka dokumentacja medyczna także jest wskazana, ale to w przypadku skierowania sprawy do Sądu. Odnośnie zniszczonej rękawiczki to musi mieć Pan także fakturę, rachunek lub chociaż zaświadczenie ze sklepu, że takie rękawiczki kosztowały tyle i tyle i były przez Pana kupione.

      W zakresie niewymiernym czyli zadośćuczynienia to mogę tylko podać o co ja wnosiłem to jest 3000 zł zadośćuczynienia dla mnie za pogryzienie ręki - bez szycia, ale zastrzyki i oczekiwanie czy pies był szczepiony na wściekliznę oraz 1000 zł dla Żony za stres związany z obawą o moje zdrowie.
      W przypadku jakiś dokładniejszych pytań proszę pisać także na emaila, bo łatwiej mi odpisywać.

      Pozdrawiam


      Usuń
    2. Napisałem do Pana maila ale otrzymałem odpowiedź, że wiadomość nie mogła być dostarczona.
      Być może jest błąd w adresie email.

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam.

    Posiadacze psów, zwłaszcza tych agresywnych powinni rozważyć wykupienie ubezpieczenia OC za szkody wyrządzone przez psiaki. Co raz częściej pogryzienia przez psy kończą się sprawą sądową, tak jak w Twoim przypadku. Ja też zetknąłem się z podobną sprawą, temat przybliżam w artykule http://www.sprawnie.com/2015/04/ubezpieczenie-oc-psa-przeciez-on-nie.html

    OdpowiedzUsuń
  5. Witam serdecznie,
    w zeszłym tygodniu miałam podobną sytuację.
    Wyszłam z psem na spacer ( na smyczy), z daleko widziałam,że po mojej stronie idzie pies luzem bez właściciela.
    Postanowił dojść do pasów i przejść na drugą stronę ulicy.
    Jak tylko przeszliśmy mój pies , podniósł nogę na pierwszy lepszy krzaczek.
    W tym samym momencie tamten pies podbiegł i zaczął mojego gryźć.
    Mój z racji załatwiania potrzeby fizjologicznej, był w takim szoku, że nawet nie zdąrzył się obronić.
    Złapałam tamtego psa za obrożę, swojego pociągnęłam mocniej za smycz.
    W wyniku któregoś szarpnięcia tamten pies wypuścił z pyska ucho mojego.
    Zaczęłam krzyczeć czy jest ktos właścicielem.
    Okazało się, że dwa metry od miejsca zajścia jest już brama ogradzająca podwórko psa, który nas zaatakował.
    Wybiegł zięć właściciela. I zabrał ode mnie psa - napastnika, którego cały czas trzymałam.
    Wtedy spojrzałam na ojego psa i zobaczyłam, że ma całe ucho we krwi.
    Pan ten zadzwonił po właściciela.
    Okazało się, iż pies im uciekł z posesji i jak widać już wracał do domu, a my mieliśmy pecha przechodząc na drugą stronę ulicy, gdzie znjadowało się jego podwórko.
    Właściciel nie chciał poczuwac się do winy, lecz po kilku ostrzejszych zdaniach zawiózł nas do weterynarza, gdzie zapłacił za pierwsza wizytę.
    Znieczulenie po uśpieniu i założeniu szwy + leki.
    PO zdarzeniu spisaliśmy oświadczenie, gdzie właściciel zapewnił, że poczuwa się do odpowiedzialności i będzie pokrywał koszta leczenia zdrowia fizycznego i psychicznego.
    Podpisał także, oświadczenie, że jego pies jest szczepiony na wścieklizne.
    Jak się okazało przy kolejnej wizycie, szczepienie straciło ważność 5 miesięcy wcześniej.
    Właściciel próbował się wyłgać, że zaraz po znajomości szczepienie zrobi.
    Nie był zainteresowany stawieniem się na kolejne wizyty u weterynarza.
    Kazał mi dostarczać paragony, za które miał zwracać mi koszta.
    Zwrócił dwa razy.
    Za trzecim zażądał, abym wyciągnęła historię choroby i zmieniła klinikę na bliżej jego miejsca zamieszkania i odmówił mi zwrotu poniesionych kosztów za ostatnią wizytę.
    U mojego psa w ucho wdało się zakażenie, więc musiałam wykupić kolejne leki. Właściciel nie poczuwa się do odpowiedzialności i stwierdził, że jedyne za co jeszcze może zapłacić, to za zdjęcie szwów.
    Natomiast mój pies bardzo mocno cierpi.
    Ciągle trze kołnierzem o ziemie, aby podrapać ucho.
    Nie chce jeść tabletek ( nigdy nie lubił).
    Muszę się męczyć i dawac mu sposobami.
    Piszczy w nocy.
    Uspokaja się dopiero gdy biorę go na kolana i głaszczę.
    Więc sypiam na siedzącą, jestem wyczerpana.
    Weterynarz kazał podawać mu KalmVet na uspokojenie, lecz lek nic nie daje.
    Do tego weterynarz, który leczy mojego psa ma różne zmiany, więc zdarza się, że muszę wziąć wolne, by akurat z rana móc iść na kontrolę.
    Ogólnie pies zrobił się bardzo nieufny.
    Stał się agresywny nawet do innych psów, które znał i z którymi się bawił.
    Przestał reagować na gwizdek.
    Nie reaguje na wołanie.
    Na spacere nagle staje.
    Zapiera się i nie chce iść dalej.
    Co mogę zrobić w takiej sytuacji?
    Sprawa nie została zgłoszona na policję, gdyż sądziłam, że podpisując stosowne oświadczenie właściciel bierze na siebie całą odpowiedzialność.

    OdpowiedzUsuń
  6. Witam,

    Jeżeli ma Pani oświadczenie, że przyznał się do winy to może Pani zgłosić sprawę na Policję nadal. O ile mnie pamięć nie myli wykroczenie przedawnia się po roku od zdarzenia.
    Jeżeli wszystko będzie po myśli sprawca otrzyma mandat - co ułatwi ewentualne dochodzenia swoich praw przed sądem.

    Tak proponuję zbierać ale nie paragony tylko imienne rachunku na Panią, gdzie z treści jasno wynikać będzie co i po co było kupowane lub jakie usługi były wykonywane. Kiedy skończy Pani leczenie psa to wysyłamy wszystko listem poleconym ze zwrotką wyznaczając 14 dni na zapłatę całości, a co później to jak już przejdzie Pani ten etap.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń